Podsumowanie sezonu Zima 2020 - 3. liga

Przyszła kolei na Trzecią Ligę Zimową. Tutaj też rywalizacja była bardzo zacięta, ale ostatecznie złote medale w ostatniej serii wywalczył LTM. Na drugim miejscu finiszowały Kasztany, a krążki koloru brązowego wywalczyli Bad Boys Zielonki. Cały sezon miał niezwykle wyrównany przebieg, gdzie praktycznie każdy mógł wygrać z każdym, a nawet drużyny ze strefy spadkowej nie były typowymi dostarczycielami punktów, ale potrafiły napsuć sporo krwi swoim teoretycznie wyżej notowanym rywalom. Zapraszamy na przegląd tego co działo się na kolejnym szczeblu naszej zimowej ligi szóstek.

 

Najlepszy na trzecim froncie okazał się LTM, który w całym sezonie wygrał osiem meczów i przegrał tylko jeden, w trzeciej kolejce. Potem wygrał już wszystkie starcia, ale to z szóstej serii z Bękartami Warszawa musiało zostać powtórzone, a co za tym idzie LTM stracił punkty oraz prowadzenie w tabeli, a odzyskał je dopiero po dodatkowej kolejce, gdy po raz drugi pokonał BW, tym razem regulaminowo i zepchnął Kasztany na drugie miejsce, wyprzedzając je finalnie o dwa punkty. Co ciekawe gracze w białych trykotach wskoczyli na podium już po pierwszej serii i nie opuścili go przez całą kampanię. Ich główną siłą był niesamowity potencjał ofensywny, a największą bolączką dość radosna twórczość w obronie. LTM strzelił najwięcej bramek ze wszystkich drużyn w sezonie, ale przy tym stracił aż sześćdziesiąt trzy gole, co jest czwartym najgorszym wynikiem w lidze. To jest jednak nie ważne, bo Michał Dryński i spółka niemal zawsze strzelali więcej goli od rywala, a sam „Dryna” zakończył sezon jako król strzelców, najlepszy zawodnik sezonu oraz czwarty asystent. Co więcej wyścig o miano najlepiej podającego trzeciej ligi wygrał jego kolega z drużyny, Michał Krasucki. Ogólnie jednak nie możemy oprzeć się wrażeniu, że z takim potencjałem kadrowym, LTM powinien powalczyć w wyższej lidze niż trzecia, więc liczymy, że niebawem chłopaki ponownie sprawdzą się w naszych rozgrywkach i podejmą rękawicę z wyżej notowanymi ekipami ;)

Świetny sezon zagrały także Kasztany, które tyleż nieoczekiwanie, co zasłużenie, finiszowały na drugim miejscu z dwoma punktami straty do mistrza. Jak zwykle bardzo ambitnie grająca ekipa Patryka Abramczyka słabo weszła w ten sezon, zdobywając w dwóch pierwszych meczach raptem punkt, ale potem wskoczyła na zwycięskie tory, wygrywając pozostałe siedem meczów. Warto podkreślić, że trzecią drużynę w tabeli „granatowi” wyprzedzili o sześć punktów. Wyróżnić należy na pewno ofensywny duet: Robert Dębski - Damian Błaszczak, ale na słowa uznania zasłużył cały zespół, w którym każdy tryb, bardzo solidnie pracował, by naoliwiona maszyna dojechała do mety w czołówce. Jak zwykle, atutem Kasztanów była bardzo twarda i konsekwentna gra w obronie, a wśród jej członków postanowiliśmy wyróżnić trzymającego to wszystko w ryzach Wojtka Borawskiego, który otrzyma statuetkę dla najlepszego obrońcy ligi.

Brązowe krążki wywalczyli Bad Boys Zielonki, którzy z pierwszej trójki grali najbardziej nierówno. Ekipa z Zielonki przegrała już wprawdzie w drugim meczu, ale potem zaliczyła serię czterech kolejnych zwycięstw, która po sześciu kolejkach dała jej pozycje lidera. Niestety końcówkę sezonu miała fatalną. W trzech ostatnich meczach BBZ wywalczyli raptem punkt i nie dość że pogrzebali szansę na złoto, to jeszcze tylko gra w kratkę grupy pościgowej sprawiła, że utrzymali swoją pozycję. Mimo wszystko wykręcili niezłe liczby, kończąc sezon jako druga obrona oraz drugi atak ligi, a wielka w tym zasługa Marcina Matysiaka, który zanotował kapitalny sezon, wyścig o króla strzelców przegrywając tylko o jednego gola.

Tuż za podium z trzema punktami straty finiszowały Wariaty Kuchara, które po bardzo obiecującej pierwszej fazie rozgrywek, kiedy to zaliczyli trzy zwycięstwa remis oraz porażkę plasowały się na czwartej pozycji z taką samą liczbą punktów co trzeci zespół w tabeli. Mieli zatem świetną pozycję wyjściową do walki o medale. Niestety gracze w złotych trykotach przegrali kolejne trzy spotkania, w tym dwa z niżej notowanymi rywalami i już nawet nie pomogło im zwycięstwo w ostatniej serii, które okazało się tryumfem na otarcie łez. Generalnie nie zawiedli będący tej zimy w rewelacyjnej formie, trzeci strzelec rozgrywek Stasiu Kędzierski, a także powracający po kontuzji etatowy defensor Chemika Bemowo, Maciej Baranowski, który w pięciu meczach zdążył zdobyć trzy gole i zaliczyć dziesięć asyst. Wariaty stanowiły jednak przede wszystkim kolektyw, ale taka, a nie inna forma oraz wysoka klasa rywali nie pozwoliły na sięgnięcie po najwyższe laury.

Piąte miejsce rzutem na taśmę wywalczył Agil at Agord, który swoją pozycję zawdzięcza kapitalnej końcówce sezonu. Gracze w czarno-czerwonych barwach sezon zaczęli niepewnie, od dwóch remisów, ale potem przegrali trzy kolejne starcia i spadli aż na przedostatnią pozycje. Przełom przyszedł w siódmej serii gdy pokonali BW, potem wprawdzie zremisowali, ale do końca sezonu wygrali jeszcze dwa mecze i ostatecznie finiszowali w połowie stawki. Główną przyczyną nierównej gry ekipa Michała Gerymskiego był brak stabilizacji kadrowej w pierwszej fazie sezonu. Mimo wszystko dobrą i dość równą rundę zagrał Janek Śmigielski, który czternaście razy pokonał bramkarza rywali, a przy tym siedem razy otworzył kolegom drogę do bramki.

Tyle samo punktów co poprzednicy zdobył FC Melange, ale jego droga do tego miejsca prowadziła od góry tabeli, a nie jak w poprzednim przypadku od dołu. Łukasz Słowik i spółka od początku kampanii grali dobrze, ale z pięciu pierwszych meczów wygrali dwa, natomiast trzy kolejne zremisowali, co dawało im po pięciu meczach piąte miejsce w tabeli z punktem straty do podium i trzema do lidera. Niestety dla FCM przyszły czarne dni. Przegrali bowiem aż trzy z ostatnich czterech meczów, a szanse na medal stracili dopiero w dziewiątej serii, ulegając niespodziewanie AaA. Niezły sezon mimo wszystko rozgrał ofensywny duet Kamil Sadowski – Łukasz Słowik, ale najjaśniejszym i najpewniejszym punktem FCM był Bartosz Jakubiel, który został wybrany najlepszym bramkarzem sezonu.

Siódme miejsce wywalczyli Los Lamusos, którzy także z mieszanymi uczuciami zakończyli tą zimę. Zgromadzili dziesięć punktów na które złożyły się trzy zwycięstwa, jeden remis oraz pięć porażek. „Lamusy” nieźle weszły w tą kampanię, gromadząc w dwóch meczach cztery oczka i meldując się nawet na drugim miejscu. Nie zadomowili się tam jednak za bardzo, bo przegrali trzy kolejne mecze i spadli aż na siódmą lokatę. Do końca rundy grali już w kratkę, ale nawet dwa zwycięstwa nie wygrzebały ich do pierwszej połowy tabeli. Los Lamusos to ekipa stawiająca na zespołowość, w którym każdy z zawodników jest w stanie w pewnym momencie dać coś ekstra swojej drużynie. Mimo wszystko wyróżnimy Krzysztofa Łyczko, który zapisał na swoim koncie czternaście goli i trzy ostatnie podania.

Kolejna pozycja przypadła Anteniarzom, którzy w dziewięciu meczach wywalczyli osiem punktów. Ekipa Macieja Kuklewskiego od początku zimy zmagała się z kłopotami kadrowymi, co odbiło się na ich wynikach w całej kampanii. Ogólnie odnosimy wrażenie, że od kilku sezonów największym przeciwnikiem popularnych „Antenek” są… oni sami. Ich podejście do meczów: koncentracja oraz mobilizacja, bo gdyby tylko przychodzili regularnie na spotkania w swoim optymalnym składzie i podchodzili do meczów z należytą determinacją, to naszym zdaniem stać by ich było na znacznie lepsze rezultaty. A tak – od kilku sezonów notują regularny regres, najczęściej stawiając na dość radosny futbol.

Dopiero przedostatnie miejsce zimowej kampanii ligi szóstek ugrały tymczasem Bękarty Warszawy, które zaprezentowały bardzo nierówną formę. Cztery punkty w dwóch pierwszych meczach dały im kontakt z podium. „Granatowi” jednak przegrali trzy kolejne starcia i spadli daleko w tabeli, ale wygrana w kolejnym meczu dała im szóste miejsce i matematyczne szanse na brąz. Niestety dla nich końcówka rundy była fatalna. Może sama ich gra nie była najgorsza, ale to wyniki idą w świat, a te nie przemawiały na ich korzyść (trzy porażki) i w konsekwencji spełnił się dla nich jeden z najczarniejszych scenariuszy, czyli miejsce niemal na samym końcu ligowej tabeli. Na wyróżnienie zasługuje na pewno duet Maksym Frantisov – Marcin Górkiewicz, który wykręcił dwucyfrowe statystyki. Bękarty pokazały, że mają ciekawy zespół i spory potencjał, ale tej zimy nierówna forma i pojedyncze problemy ze składem nie pozwoliły im na osiągnięcie lepszych rezultatów.

Na szarym końcu tabeli Trzeciej Ligi Zimowej finiszowała drużyna sponsora technicznego naszych rozgrywek. VitaSport w przekroju całego sezonu zdobył tylko cztery punkty i zapłacił klasyczne frycowe, jak na nowicjusza w lidze przystało. Trzeba jednak oddać, że brakowało im stabilizacji w składzie, a końcówka sezonu pokazała, ze gdyby frekwencja na meczach bardziej dopisywała, to stać by ich było na walkę o czołowe lokaty. Mimo słabej postawy zespołu, wyróżnić należy Tomasza Głogowskiego, który zdobył aż dwadzieścia goli, wyrastając przy tym na prawdziwego lidera drużyny.

00 03

Sponsor techniczny
Sponsorzy