Podsumowanie sezonu Zima 2020 - 5. liga

W trzecim odcinku naszego cyklu, sprawdzimy co działo się na piątym froncie zimowej ligi szóstek. Tutaj rozgrywki z przewagą aż pięciu punktów wygrał ASPN Bemowo. Srebrne krążki zgarnęła Mikstura, natomiast brązowe medale wywalczyła drużyna Gramy Czasami. Warto już na wstępie zaznaczyć znakomity wyczyn kapitana Reprezentacji Ligi Bemowskiej, Pawła Staniszewskiego, który wygrał obie klasyfikacje indywidualne i bezapelacyjnie zgarnął tytuł najlepszego zawodnika sezonu. Zapraszamy na podsumowanie ponad dwóch miesięcy zmagań pod balonem!

 

Piąta Liga to dominacja ASPN- u Bemowo, który z dziewięciu meczów wygrał osiem i tylko raz musiał uznać wyższość rywala. Wprawdzie drużyna z Bemowa legitymuje się dopiero trzecim atakiem, ale za to była to zdecydowanie najsolidniejsza obrona z najlepszym bramkarzem sezonu, Konradem Witkowskim oraz najlepszym obrońcą rozgrywek, Marcinem Napierskim na czele. ASPN kapitalnie rozpoczął zimową kampanię, wygrywając cztery pierwsze mecze i już po pierwszej kolejce zameldował się na pozycji lidera, której jak się później okazało, nie opuścił już do końca sezonu. Nawet porażka z NMM w środku rozgrywek nie zachwiała jego pozycją, a wręcz zimny prysznic podziałał mobilizująco, bo szybko wrócił na zwycięskie tory, wygrywając pozostałe mecze do końca rozgrywek. Zespół z Bemowa zapewnił sobie złote medale po ósmej serii, w której pokonał bezpośredniego rywala do mistrzowskiego tytułu, Miksturę. Ekipę Macieja Rataja jak zawsze charakteryzowała zespołowość, w której każdy pracował sumiennie na drużynę. Próżno zatem szukać ich zawodników wśród czołówki obu klasyfikacji indywidualnych, ale i tak na ciepłe słowa zasłużyli sobie choćby oprócz wcześniej wymienionych: harujący w ataku Michał Araźny oraz Sebastian Wydrych a także sam kapitan, popularny, „Rati”, który zagrał wprawdzie tylko w czterech meczach, ale i tak zdążył zaliczyć pięć goli i dziewięć asyst.

Tymczasem srebrne medale wywalczyła Mikstura, która niemal do końca liczyła się w walce o złoto. Gracze w seledynowo - czarnych koszulkach wprawdzie już w pierwszej serii zgubili punkty, ale potem wygrali trzy mecze z rzędu. Ta seria pozwoliła im zameldować się na drugiej lokacie, której jak się później okazało, nie opuścili już do końca. W piątej serii mieli nawet okazję objąć prowadzenie w tabeli, ale podobnie jak mistrz przegrali w tej kolejce i pozostali za jego plecami. Mikstura się jednak nie poddała i szybko wróciła na zwycięską ścieżkę, wygrywając dwa kolejne mecze i dopiero we wspomnianym już starciu w przedostatniej kolejce z ASPN-em straciła szansę na mistrza. Kolejkę potem jednak musiała bronić drugiego miejsca w tabeli, bo grupa pościgowa była raptem punkt za nią. W ostatnim meczu sezonu postawiła jednak kropkę nad „i”, bardzo efektownie pieczętując wicemistrzostwo Piątej Ligi Zimowej. Mikstura strzeliła tyle samo goli co mistrz, a więc okazała się trzecią ofensywną siłą sezonu. Największa w tym zasługa drugiego asystenta rozgrywek, Patryka Zycha, który przegrał ten wyścig o jedno zagranie.

Najniższy stopień podium wywalczyła bardzo doświadczona drużyna Gramy Czasami, która jednak już na początku rozgrywek musiała pokazać charakter. Przegrała bowiem dwa pierwsze mecze, ale bardzo szybko się pozbierała, zaliczając w następnych konfrontacjach serię pięciu kolejnych, w większości bardzo efektownych zwycięstw, co sprawiło, że po szóstej serii wskoczyła na trzecie miejsce w tabeli. Miejsca na „pudle”, mimo naporu rywali nie oddała już do końca zimy. Ba była nawet o krok od srebrnych medali, jednak przegrała w przedostatniej kolejce z NMM i w ostatniej zamiast bronić pozycji wicelidera pozostała im obrona najniższego stopnia podium. Ekipa Arka Muchy podobnie jak poprzednicy wytrzymała presję i pokonała swojego rywala, ale trzeba zaznaczyć, że wszystkie drużyny w ostatni weekend wytrzymały ciśnienie, co oznaczało, że GC wyprzedzili Bemovię tylko zwycięstwem w bezpośrednim starciu. Zespół z Jelonek co ciekawe, to najskuteczniejszy atak ligi, który strzelił aż dwadzieścia jeden goli więcej od kolejnej drużyny w tym zestawieniu. To z kolei jest w największej mierze zasługą wszędobylskiego Pawła Staniszewskiego, który wygrał obie klasyfikacje indywidualne. Wśród strzelców nie miał sobie równych, o czym najlepiej świadczy aż dziesięć goli przewagi nad kolejnym strzelcem, natomiast wśród asystentów pokonał rywala po fantastycznej walce, o jedno zagranie. Tym samym nie mogło być inaczej: popularny „Stanisz” został najlepszym zawodnikiem całego sezonu Piątej Ligi Zimowej.

Tuż za podium finiszowała tymczasem Bemovia, która jednak jak się okazało przegrała brązowe medale trzy kolejki przed końcem sezonu, ulegając wtedy GC, z którym na koniec zimy miała po osiemnaście punktów. Młoda ekipa z Bemowa w tej edycji grała falowo. Zaczęła od porażki, po czym wygrała dwa starcia i tak przez całą kampanię. Warto jednak podkreślić, że Bemovia przegrywała tylko z drużynami, które finiszowały nad nią, a ponadto legitymuje się drugim atakiem ligi, w czym niewątpliwie zasługa bramkostrzelnego tercetu: Piotr Modzelewski - Daniel Białek - Tomasz Świderski, który zakończył kampanię w czołówce obu klasyfikacji indywidualnych.

Dalej w tabeli mamy małą przepaść w postaci aż pięć punktów, a listę trzech drużyn z trzynastoma oczkami na koncie otwiera PRE Wwa. Piłkarska Reaktywacja Emerytów świetnie weszła w sezon zimowy, inkasując w pierwszych trzech meczach siedem punktów, które dawały jej najniższy stopień podium. Wydawało się, że gracze w żółto - czarnych trykotach mogą namieszać w tej edycji, tymczasem chwile potem przyszły dwie porażki i wobec postawy innych drużyn spadli aż na siódmą lokatę. Do końca zimy „Emeryci” grali w kratkę, dobre występy przeplatając słabszymi. Na wyróżnienie w ich szeregach, na pewno zasłużył Jacek Wrzesiński, który zakończył kampanię jako drugi strzelec i czwarty asystent ligi.

Szóste miejsce wywalczyły rzutem na taśmę Orły Leszka, które zagrały bardzo nierówny sezon. Zaliczyły niezły początek, ale im dalej w las, tym było gorzej. Ekipa Pawła Przyborskiego w dwóch ostatnich starciach pokazała jednak charakter, zgarniając komplet punktów i finiszując ostatecznie na szóstej pozycji. Na wyróżnienie na pewno zasługuje ofensywny duet Krzysztof ZiejewskiDamian Stachowicz, który łącznie wbił rywalom osiemnaście goli, ale zagrał tylko w odpowiednio czterech i pięciu meczach, co pokazuje że Orły musiały sobie w większości meczów radzić bez swoich etatowych snajperów.

Trzecim zespołem z trzynastoma punktami na koncie jest Nie Ma Mocnych, którzy po pierwszej części sezonu byli nawet na podium. Ekipa Piotra Burdacha wcale nie zaliczyła dobrego startu tej zimy, uzyskując w trzech meczach cztery punkty, ale potem wygrała dwa kolejne bardzo ważne mecze, w tym z przyszłym mistrzem i zameldowała się na najniższym stopniu podium. Wydawało się że NMM powalczą w tej edycji o medal, bo ich gra długimi momentami mogła się naprawdę podobać. Tymczasem o drugiej połowie sezonu będą chcieli jak najszybciej zapomnieć. Wygrali tylko jeden z czterech meczów, zaliczając sukcesywny regres w tabeli. Jeżeli mamy kogoś wyróżnić to z pewnością będzie to Rafał Diduch, który w sześciu meczach zanotował dwanaście goli i trzy asysty. Na pewno mogła też imponować szeroka i wyrównana kadra zespołu na niemal każde spotkanie.

Ósme miejsce z punktem mniej od wyżej wymienionej trójki, sezon zakończyła ekipa FC Po nalewce, która jako ostatnia w stawce długo liczyła się walce o medal. Łukasz Gaba i spółka zagrali jednak bardzo nierówny sezon. Po piątej kolejce, czyli po serii dwóch zwycięstw z rzędu gracze FCPN wrócili do gry, tracąc do drugiego miejsca raptem punkt. Potem przyszła porażka i znów zwycięstwo, które na dwa mecze przed końcem sezonu dawały „błękitnym” piąte miejsce i całkiem realne szanse na medal. Niestety końcówka kampanii w ich wykonaniu była słaba. Przegrali oba starcia i wylądowali aż na ósmej pozycji. Zabrakło im zdecydowanie stabilizacji kadrowej, bo choć na papierze skład był bardzo szeroki, to na boisku często było z tym różnie, a do tego, bardzo często brakowało istotnych ogniw zespołu. W naszym mniemaniu, FC Po Nalewce w regularnie optymalnym zestawieniu, stać byłoby na zdecydowanie lepszy wynik końcowy.

Na przedostatnim miejscu w tabeli finiszowała tymczasem dość nieoczekiwanie Znista, która wygrała raptem jeden mecz. Drużyna Michała Kota pokonała w nim czerwoną latarnię rozgrywek, Semper Victorię, ratując honor i nie kończąc tym samym rozgrywek na ostatnim miejscu. Ponadto gracze rodem z województwa świętokrzyskiego przegrali pozostałe osiem meczów, ale… tylko jedna drużyna strzeliła im więcej niż dziesięć goli i tylko trzy wygrały wyżej niż czterema bramkami, reszta były to nieznaczne porażki, po wielkiej walce. Czego zatem zabrakło? Może konsekwencji w grze, szczelniejszej obrony, a może typowego snajpera, który zagwarantuje kilka goli w meczu, bo sam Maciej Błażejewski, Wiktor Ulik oraz Michał Kot, którzy zagrali niezły sezon, to zdecydowanie za mało, tym bardziej, że żaden z nich typowym snajperem nie jest.

Na samym końcu sezon zimowy piątej ligi szóstek na Bemowie zakończyła debiutująca w naszych rozgrywkach Semper Victoria, która niestety przegrała wszystkie dziewięć meczów, płacąc bolesne „frycowe”, jak na żółtodziobów przystało. To nie był dla niej udany sezon. Wprawdzie parę razy napsuła rywalom krwi, ale nie zmienia to faktu, że zakończyła sezon z zerowym dorobkiem punktowym. Można śmiało napisać, że nie zawiódł tylko kapitan, Krzysztof Henrych, który z trzynastoma golami na koncie zakończył sezon jako trzeci strzelec rozgrywek. Sama drużyna jednak nie dała rady, a w największym stopniu wpływ miała na to mało stabilna sytuacja kadrowa.

00 05

 

Sponsor techniczny
Sponsorzy