Podsumowanie sezonu Zima 2020 - 6. liga

Czas na Szóstą Ligę Zimową, w której podobnie jak na siódmym froncie, w jednej z głównych ról wystąpiły Marchewki Zagłady. Ekipa Dariusza Olszewskiego z przewagą trzech punktów, zgarnęła mistrzowski tytuł. Na drugim miejscu finiszowali W1nners, natomiast najniższy stopień podium, rzutem na taśmę wyszarpała Blok Ekipa. Co ciekawe o tym kto zgarnął brązowe krążki zdecydowała mała tabela, a smakiem musiały się obejść FC Running Team oraz Haratacze. Zapraszamy na drugi odcinek naszego cyklu podsumowań zimowej ligi szóstek przy Obrońców Tobruku 11.

 

To był zdecydowanie sezon Marchewek Zagłady, które w przekroju całej zimy wygrały siedem spotkań i przegrały tylko dwa. Jedna z tych porażek przynajmniej na początku dała nam ciut emocji, bo Marchewki potknęły się już w drugiej kolejce i potem musiały gonić stawkę. Pogoń ta nie była jednak długa, bo „Pomarańczowi” już dwie serie później, zameldowali się na drugiej pozycji, a tydzień później zadomowili się na fotelu lidera, którego nie opuścili już do końca rozgrywek. Towarzyszyła im przy tym seria sześciu kolejnych zwycięstw, w większości bardzo efektownych. Wprawdzie dzielnie czoła stawiali im późniejsi srebrni medaliści, którzy gwoli ścisłości opuścili podium tylko raz, po pierwszej serii. Jednak W1 w najważniejszym momencie kampanii zaczęli gubić punkty, co przy takiej serii Marchewek zapewniło ekipie Darka Olszewskiego mistrzostwo po ósmej kolejce. Trzeba podkreślić, że MZ całkowicie zasłużenie zgarnęli złote medale, o czym świadczą także liczby. Mistrzowie to drugi atak ligi z trzecim strzelcem i wybranym najlepszym zawodnikiem całych rozgrywek Mateuszem Gajdą na czele. Mocno wspierali go też drugi asystent ligi, Mateusz Nyśk, czy również imponujący bramkami i asystami Jarek Jachna. Co więcej, Marchewki legitymują się także najszczelniejszą obroną ze świetnie spisującym się między słupkami, Krzysztofem Różalskim oraz dyrygującym defensywą, Darkiem Olszewskim.

Srebrne medale wywalczyli W1nners, którzy niemal pół sezonu trzymali bezpośredni kontakt z liderem. Co więcej, zespół Piotra Pyłko tylko po pierwszej serii opuścił podium, potem zadomowił się już na nim na dobre. Na pozycje wicelidera wskoczyli po piątej kolejce i już na niej pozostali. Przełomowe były mecze między czwartym, a szóstym weekendem spotkań, gdy w trzy niedziele, ugrali raptem dwa oczka To sprawiło, że lider odjechał im na cztery punkty, których już nie byli w stanie odrobić. W1nners jak zawsze charakteryzował kolektyw, z którego wśród graczy ofensywnych na pewno warto wspomnieć o trio: Lewczuk – Bolek – Pełka. My jednak zdecydowaliśmy się wyróżnić niezwykle solidnego i mającego spore inklinacje ofensywne Szymona Niekało, którego wybraliśmy najlepszym obrońcą tego szczebla.

Najniższy stopień podium, dosłownie rzutem na taśmę wyszarpała Blok Ekipa, która w przekroju całej kampanii rozegrała bardzo nierówny sezon. Tak naprawdę tylko dwa razy wskoczyła na podium, ale zrobiła to w najważniejszym momencie sezonu, czyli na jego koniec. Ekipa Tomka Sekity zaczęła sezon od bardzo ważnego zwycięstwa dla późniejszego obrotu spraw, z FCRT, a potem zaliczyła pauzę, po której zdobyła tylko punkt w dwóch starciach i zaczęła mozolnie gonić stawkę. Jednak ten punkt zdobyła z Harataczami, co na koniec sezonu także miało kolosalne znaczenie. Później BE grała w kratkę, ale zdecydowanie na plus, wygrywając cztery z sześciu meczów, w tym ten ostatni, najważniejszy, z KP Kozią, który doprowadził do małej tabeli, rozstrzygającej o brązowych medalach. Po szesnaście punktów na koncie mieli bowiem oprócz nich FC Running Team oraz Haratacze. A jak przed chwilą wspomnieliśmy brązowi medaliści zdobyli z tym rywalami cztery punkty i to oni zakończyli zimę na najniższym stopniu podium. Dobrą kampanię rozegrał kapitan, trzeci asystent rozgrywek, Tomasz Sekita, ale prawdziwe słowa uznania należą się Janowi Tomaszewskiemu, który swoją grą między słupkami zapracował na tytuł najlepszego bramkarza sezonu Zima 2020.

Tuż za podium finiszował natomiast FC Running Team, który był dosłownie o krok od medalu. Ekipa Krzysztofa Góreckiego grała tej zimy falami. Tak naprawdę kluczowa okazała się porażka już w pierwszej serii z BE, co w konsekwencji małej tabeli dało jej drugie miejsce, czyli czwarte na koniec kampanii. Oczywiście FCRT ten medal przegrał w środku sezonu, gdy po dwóch zwycięstwach zaliczyli spadek formy, a dokładnie wywalczyli jeden punkt w trzech meczach i mimo kapitalnej postawy w samej końcówce sezonu (trzy efektowne zwycięstwa) nie zdołali obronić trzeciego miejsca w tabeli. Zabrakło konsekwencji w ruchach kadrowych właśnie w tych kluczowych meczach oraz szczelnej obrony, bo do ataku przyczepić się nie możemy. Najwięcej strzelonych goli ze wszystkich drużyn szóstego szczebla, to przede wszystkim zasługa króla strzelców tej kampanii, Krystiana Zbrzeskiego, który punktował w każdym meczu.

Także szesnaście punktów wywalczyli Haratacze, którzy jednak również zagrali bardzo nierówny sezon. Przede wszystkim ekipa Patryka Rosłańca słabo weszła w tą kampanię, wywalczając raptem cztery punkty w czterech pierwszych meczach. Drugą połowę zimy gracze w białych trykotach zagrali już niemal bezbłędnie, wygrali cztery z pięciu gier, ale właśnie ta jedyna porażka w siódmej serii, co ciekawe w derbach z FCRT, okazała się kluczowa. Warto podkreślić jak zawsze dobrze zorganizowaną defensywę z najlepszym strzelcem oraz asystentem drużyny, Andrzejem Załuckim na czele. Co ciekawe obrona ta okazała się drugą najszczelniejszą w minionym sezonie.

Szóste miejsce zimowej edycji Ligi Bemowskiej zajęła KP Kozia, która jednak bardzo długo pozostawała w walce o medale. Co ciekawe, ekipa Patryka Berusa aż cztery razy tej zimy meldowała się na podium. Kozia świetnie weszła w sezon zimowy, wygrywając dwa pierwsze mecze i meldując się po trzeciej serii na trzecim miejscu w tabeli (pauzowała w drugiej kolejce). Jednak cztery kolejne mecze gracze w czarnych trykotach zagrali w kratkę. Kozia zatem pozostawała w walce o złoto, natomiast do obrony trzeciego miejsca przed decydującymi kolejkami miała najlepszą pozycje. Niestety dla KPK przyszły czarne dni. Przegrała bowiem trzy ostatnie spotkania i to z drużynami, które ostatecznie tuż nad nią stworzyły małą tabele, która wyłoniła brązowego medalistę. Na pewno w tym sezonie nie zawiódł duet Maciej Baranowski – Antoni Pieńkos, czyli odpowiednio liderzy defensywy oraz ofensywy, a zarazem odpowiednio najlepszy asystent oraz strzelec drużyny.

Kolejne miejsce w tabeli zajął Zespół Niespokojnych Nóg, który finiszował z taką samą liczbą punktów co Kozia. Podstawowym problemem drużyny Damiana Majewskiego była jednak w tym sezonie słaba frekwencja i wąska kadra, która nie pozwoliła rozwinąć im skrzydeł i powalczyć o coś więcej. RLS rozpoczął zimową kampanię, wygrywając efektownie dwa pierwsze mecze, ale później przyszedł kryzys, spowodowany w głównej mierze wspomnianymi kłopotami kadrowymi. Kosztowało to ich spadek aż na ósmą pozycję, z której próbowali jeszcze uratować sezon. Stawka w tej edycji grała jednak tak nierówno, że mimo iż ZNN grał do końca rundy w kratkę, szansę na medal stracił dopiero po dziewiątej kolejce. Siódma drużyna ligowej tabeli musi na pewno poprawić obronę i pomyśleć o szerszej kadrze. Nie zawiódł natomiast atak, a skutecznością błysnął choćby Mateusz Sieradziński.

Ósme miejsce tymczasem przypadło Złotopolskim Warszawa, którzy są małym rozczarowaniem, przynajmniej w naszych oczach. Ekipa Bartka Michalskiego, jesienią wygrała Czwartą Ligę Siódemek i była dla nas kandydatem do podium. Jednak przenosiny z „dużego” placu na „mały” nie wyszły jej na dobre. Gracze w złotych trykotach przegrali dwa pierwsze starcia i potem musieli gonić rywali. Wprawdzie w kolejnych meczach na dobre obudził się ich lider – Illia Dehoda, który wraz z kolegami w czterech kolejnych meczach wywalczył dziesięć punktów i na dobre wrócili oni do walki o medal. Niestety Złotopolscy nie wytrzymali ciśnienia i przegrali trzy ostatnie mecze, tracąc szanse na „pudło” po ósmej serii. Nie pomogła równa dyspozycja wspomnianego Dehody, który jak zwykle był motorem napędowym swojego zespołu i zakończył sezon jako najlepszy asyst Szóstej Ligi Zimowej. ZW mimo stosunkowo niskiej lokaty, imponowali rozmachem w ofensywie, w czym także wielka zasługa trójki: Gierula, Kierlewicz, Wasil, która wykręciła dwucyfrowe statystyki.

Stawka w tym sezonie zimowym była tak wyrównana, że na kolejnym, przedostatnim miejscu sezon zakończył aktualny jeszcze mistrz Trzeciej Ligi Szóstek z jesieni, Janusze Na Pikniku. Tutaj akurat mamy świetny przykład jak zimowe przetrzebienie kadry może całkowicie zmienić oblicze drużyny, z ekipy walczącej o medale na brzydko mówiąc dostarczycieli punktów. Janusze wygrali bowiem tylko dwa mecze, jeden zremisowali i w aż sześciu musieli uznać wyższość rywali. Przebłyski dobrej gry przyszły w czwartej serii, gdy pokonali trzecią wtedy w tabeli, KP Kozią oraz trzy tygodnie później, gdy odprawili z kwitkiem najgorszą drużynę sezonu. Na koniec kampanii zaś urwali punkty srebrnym medalistom, godnie żegnając się z zimową edycją ligi szóstek. Jednak ekipa Krzysztofa Sobieszczuka potrzebuje aktualnie przebudowy, a aktualna przymusowa przerwa powinna pomóc kilku istotnym ogniwom zespołu, by wrócić do zdrowia.

Na ostatnim miejscu rozgrywki zakończyli FC Devs, którzy o tym sezonie, będą chcieli raczej jak najszybciej zapomnieć. Z dziewięciu meczów wygrali tylko jeden, tracąc przy tym najwięcej goli. To nie był udany sezon dla popularnych „Diabłów”, które po prostu nie trafiły z formą, a od kilku rywali były wyraźnie słabsze. Może gdyby wcześniej do gry wrócił Artur Stachurski ich zdobycz bramkowa byłaby zdecydowanie większa, a co za tym idzie i pozycja w tabeli mogłaby być inna, bo kilka meczów FCD przegrali także nieznacznie. Mamy nadzieję, że okazja do rewanżu i podniesienia się z kolan przyjdzie dla ekipy Sławka Mądrego już niebawem, bo wszyscy z niecierpliwością czekamy na dobre wieści, uporanie się z epidemią koronawirusa i szybki powrót do normalności, a więc także do gry w piłkę, której wszystkim nam dziś tak bardzo brakuje.

00 06

 

Sponsor techniczny
Sponsorzy