Zmiany liderów w czterech ligach!

Za nami kolejna, emocjonująca niedziela z Ligą Bemowską, w której nie zabrakło znakomitych meczów, zaskakujących rezultatów i gradu bramek. W pierwszej lidze, w meczach na szczycie tryumfowały Contra i Chemik Bemowo, a na drugim froncie tempa nie zwalnia KS Precyzyjny Browar. W czwartej lidze, po zaciętym meczu z Drink Men, nowym liderem zostały Dziki Futbolu, a w piątej, równych sobie nie ma jak na razie ASPN Bemowo. Kapitalny powrót z dalekiej podróży zaliczył w szóstej lidze FC Running Team, który odrobił 6 bramek straty i rzutem na taśmę wywalczył remis w hicie z W1nners. W siódmej lidze również doszło do zmiany lidera, bo potknięcie rywali wykorzystał Akszon Team. Zapraszamy na tradycyjne, cotygodniowe, obszerne podsumowanie wydarzeń w największej zimowej, weekendowej lidze szóstek w Warszawie!

1 Liga:

Czwarta kolejka Pierwszej Ligi Zimowej przeszła do historii. Po raz kolejny była ona wręcz naszpikowana szlagierami, po których znów mamy roszady na podium. Skład strefy medalowej pozostał wprawdzie bez zmian, ale lider zamienił się miejscami z trzecią drużyną w tabeli. Już mecz otwierający tą serię awizowany był jako hit i mimo, że jedna z ekip przystąpiła w mocno przetrzebionym zestawieniu, to nie zawiódł oczekiwań. W szranki stanęły bowiem Young Legion oraz Contra, czyli odpowiednio czwarta i trzecia drużyna w tabeli. Obie ekipy stworzyły kapitalne widowisko z klasycznym zwrotem akcji. Do przerwy bowiem pewnie prowadzili Legioniści 3:1, jednak po zmianie stron pięć goli z rzędu strzeliła Contra, wychodząc na prowadzenie 6:3. Tej przewagi goście nie wypuścili już z rąk, wygrywając finalnie 9:5. Kolejny dobry mecz zagrali liderzy obu klasyfikacji indywidualnych Dawid Biela oraz Adrian Bucki, którzy poprowadzili Contrę do trzeciego zwycięstwa w trzecim meczu. Tym samym ekipa Michała Raciborskiego z dziewięcioma punktami na koncie została liderem pierwszej ligi. Identycznym dorobkiem może pochwalić się Chemik Bemowo, który w klasyku Ligi Bemowskiej bardzo wysoko pokonał Mosznę Squad 7:1. Sam wynik jednak nie do końca odzwierciedla przebiegu spotkania. Ekipa Pawła Maula w niczym bowiem nie ustępowała rywalowi, przeważając nawet przez większość meczu, ale ewidentnie skuteczność zostawiła w szatni. Chemik tymczasem zagrał niemal bezbłędnie w obronie, z fenomenalnie spisującym się między słupkami Damianem Marcińczakiem oraz zabójczo skutecznie w kontrataku. Ekipa Adriana Bery z kompletem dziewięciu punktów pozostała w tabeli na drugim miejscu, natomiast MS spadł z pierwszej na trzecią pozycję. Tej niedzieli obejrzeliśmy jeszcze jeden szlagier, w którym jednak także doczekaliśmy się zdecydowanego rozstrzygnięcia. Mianowicie w starciu dwóch drużyn, które miały ostatni dzwonek by zachować w miarę bezpieczny dystans do podium Papadensy pewnie pokonały AnonyMMous 7:2. Już do przerwy ekipa Dominika Podlewskiego prowadzona do boju przez Kamila Kuźniewskiego spokojnie prowadziła 4:1, natomiast po zmianie stron, kontrolowała przebieg spotkania, dobijając rywala. Papadensy mimo zwycięstwa pozostały w tabeli na szóstym miejscu, ale mają do podium tylko punkt straty. Także drugi tryumf tej zimy odnieśli Namelles, którzy po bardzo ciekawym widowisku pokonali Zimbud 9:7. Goście podobnie jak tydzień temu świetnie weszli w ten mecz, zmuszając faworyzowanego rywala do gonienia wyniku. Ten prowadzony przed najlepszego na placu Michała Gąskę już do przerwy wyszedł na prowadzenie 6:4. Potem powiększył przewagę nawet do trzech trafień, ale ambitnie goniący wynik gospodarze dwa razy dochodzili go na jedną bramkę, doprowadzając do dramatycznej końcówki. Debiutanci odparli ostatecznie napór rywala i w swoim drugim meczu zgarnęli drugi komplet punktów, który dał im piąte miejsce w tabeli. Na zakończenie pozostało nam pierwsze zwycięstwo tej zimy Drink Teamu, który odwracając losy meczu pewnie pokonał Zmarnowane Talenty 6:3. Do przerwy bowiem prowadziły Talenty 1:0, natomiast tuż po zmianie stron nastąpiły trzy minuty, które przewróciły bieg wydarzeń. DT strzelił szybkie dwa gole, przełamując rywala, a potem sukcesywnie go punktował, wychodząc w czterdziestej czwartej minucie na prowadzenie 5:1. Gospodarze jeszcze próbowali odrobić straty, ale czasu starczyło im na dwa gole. Drink Team dzięki zwycięstwu przesunął się w tabeli na ósme miejsce.

04 01 fpelr

2 Liga:

Po czwartej kolejce Drugiej Ligi Zimowej samotne prowadzenie w tabeli utrzymał KS Precyzyjny Browar, który do czterech zwycięstw przedłużył swoją zwycięską passę. Na drugiej miejsce wskoczyła z kolei FC Ochota, natomiast podium zamyka Contra United. Lider rozgrywek tym razem miał teoretycznie bardzo trudne zadanie, gdyż mierzył się z czwartą w stawce Varsovią nad którą miał tylko trzy punkty przewagi. Ekipa Michała Witkowskiego postawiła rywalowi trudne warunki, ale tylko w pierwszej połowie, która zakończyła się remisem 2:2. Po zmianie stron istniała już tylko jedna drużyna. KSPB włączył mianowicie piąty bieg i odjechał rywalowi, a prawdziwy popis gry zespołowej dał Rafał Goluch, który popisał się aż czterema asystami, do których dołożył gola. Na pozycji wicelidera zameldowała się tymczasem FC Ochota, która po wielkich emocjach pokonała Argentinę FC 5:3. Gospodarze bardzo szybko, dzięki błyskawicznemu hattrickowi Przemka Sawickiego odskoczyli na trzy gole. Potem jednak AFC mozolnie odrabiała straty, by dziesięć minut po przerwie doprowadził do remisu 3:3. Więcej zimnej krwi zachowali jednak gracze z Ochoty, którzy w ostatnich dziesięciu minutach wbili jeszcze dwa gole, przechylając ostatecznie szalę zwycięstwa na swoją stronę. FC Ochota tym samym zachowała stratę trzech punktów do lidera oraz utrzymała taki sam odstęp nad następnymi drużynami, których – uwaga - jest aż sześć. Zespoły z miejsc 3-8 mają na koncie po sześć punktów, a najlepiej w tej grupy wypada Contra United, która zamyka podium. Drużyna Rafała Dobrosza w najbrzydszym meczu tej serii pokonali FC Warsaw United 6:2. W pierwszej połowie emocje sięgały zenitu, a przy wyniku 2:1 - jakim skończyła się pierwsza połowa - dla FCWU ciśnienia nie wytrzymały obie drużyny, co skończyło się – uwaga – czterema czerwonymi kartkami (!!!) (po dwie dla każdej z drużyn). Po zmianie stron boisko zdominowała już ekipa Rafała Dobrosza, która wbiła rywalowi pięć goli i nie straciła żadnego. Tymczasem po drugim zwycięstwie w sezonie zanotowały utytułowane i doświadczone drużyny Ligi Bemowskiej, All4One oraz FC NaNkacu. Ekipa Macieja Rataja w meczu otwierającym czwartą serię bez problemów pokonała Junaka 11:4. Ojcem sukcesu okazał się Stasiek Kędzierski, który aż sześć razy pokonał bramkarza rywali, obejmując tym samym prowadzenie w wyścigu po koronę króla strzelców. Popularne „Kace” tymczasem dość nieoczekiwanie odprawili z kwitkiem wicelidera przed tą kolejką, MixAmatora 7:3. Można śmiało napisać, że emocje mieliśmy do czterdziestej minuty, gdy utrzymywało się tylko dwubramkowe prowadzenie gospodarzy. Potem gracze w seledynowych trykotach odjechali rywalowi, pokazując jak zgrany kolektyw tworzą. Mianowicie tylko bramkarz nie zapisał się w statystykach, a najbardziej znacząco zrobił to autor hattricka, Rafał Szewczyk.    

04 02 80ouj

3 Liga:

Czwarta kolejka w Trzeciej Ligi Zimowej także przyniosła zmiany na podium. Rozegraliśmy pięć bardzo ciekawych spotkań, po których na pozycje lidera powrócił LTM. Drugie miejsce zachowali Bad Boys Zielonki, natomiast na najniższym stopniu podium zameldowały się Kasztany, które tej niedzieli zdobyły swój siódmy punkt. Zacznijmy od początku. Pierwsi na murawie zameldowali się Bad Boys Zielonki oraz Los Lamusos. Gospodarze mieli chrapkę na pozycje lidera, natomiast goście chcieli wrócić na podium. Spodziewaliśmy się zaciętej rywalizacji, tymczasem ekipa Pawła Szczepaniaka zagrała agresywniej, szybciej i całkowicie zdominowała boisko, wygrywając pewnie 11:3. Pierwsze skrzypce tym razem zagrał Marcin Matysiak, który aż siedem razy pokonał bramkarza rywali, a do tego raz otworzył kolegom drogę do bramki. To na chwile dało BBZ prowadzenie w tabeli, ale jak się później okazało pozostali oni na drugim miejscu. W meczu numer dwa emocji było już znacznie więcej, choć niewiele na to wskazywało. Anteniarze w konfrontacji z VitaSportem byli od początku zespołem dominującym, a wynik 7:0 osiągnięty w trzydziestej trzeciej minucie jest tego najlepszym świadectwem. Ostatnie trzynaście minut jednak należało do drużyny sponsora technicznego naszych rozgrywek, która ruszyła do szaleńczych ataków, które zakończyły się na pięciu golach. Do pierwszego zwycięstwa w sezonie 8:5 popularne „Anteny” poprowadził autor aż pięciu trafień, Jakub Cieślak. Kluczem do zmian na podium było starcie numer trzy, w którym lider przed tą kolejką, Wariaty Kuchara po niesamowitych emocjach podzielił się punktami z FC Melange. Pierwsza połowa należała do gości, którzy głównie za sprawą Kamila Sadowskiego prowadzili 3:1. Po zmianie stron oglądaliśmy już pogoń graczy w złotych koszulkach, którzy mimo aktywnej postawy rywala zdołali jednak doprowadzić do ostatecznego remisu 5:5. Taki wynik sprawił, że obie ekipy w tabeli zaliczyły regres, z tym że bardziej boleśnie to odczuły Wariaty, które spadły tuż za podium, podczas gdy FCM dla którego było to trzeci podział punktów, zaliczył spadek o jedną pozycje. Z takiego obrotu sprawy nie mógł nie skorzystać LTM, który pewnie lecz nie bez emocji pokonał Agil at Agord 9:6 i wrócił na fotel lidera. Tegoroczni debiutanci, już po pierwszej połowie osiągnęli przewagę czterech goli (7:3) i wydawało się, że druga połowa to formalność. Tymczasem zespół Michała Gerymskiego po zmianie stron włączył piąty bieg i osiem minut przed końcem meczu doszli rywala na jedną bramkę (7:6). Kosztowało ich to jednak mnóstwo sił, co wyszło w samej końcówce. Ta należała do bowiem LTM-u, który wbił jeszcze dwa gole i zgarnął komplet punktów. Kolejne cztery trafeinia zanotował Michał Dryński, który tym samym umocnił się na czele wyścigu po koronę króla strzelców. Kolejnych emocji spodziewaliśmy się w starciu Kasztanów z Bękartami Warszawy, którego stawką w tej sytuacji stał się najniższy stopień podium. Obie drużyny bowiem miały na koncie po cztery punkty. Tymczasem drużyna Patryka Abramczyka zagrała kapitalne zawody i już do przerwy prowadziła 4:1. Po zmianie stron zaś, gospodarze kontynuowali swoją dobrą grę, dorzucając kolejne pięć trafień i tracąc tylko jedno. Tak wysokie zwycięstwo to z pewnością zasługa duetu Robert Dębski – Damian Błaszczyk. Pierwszy z graczy zapisał na swoim koncie gola i cztery asysty, drugi z kolei skompletował hattricka.

04 03 1y492

4 Liga:

W Czwartej Lidze Zimowej rozegraliśmy cztery mecze, po których znów mamy zawirowania w strefie medalowej. Tym razem pauzowali Zieloni oraz Tank Team, czyli odpowiednio lider oraz trzecia drużyna w tabeli przed tą kolejką. Jednak aż sześć pierwszych drużyn miało na koncie po sześć punktów, a zatem  wiadomym było, że na podium nastąpią roszady. Nowym liderem czwartej ligi zostały Dziki Futbolu, które po wielkich emocjach pokonały Drink Men 5:4. Wynik otworzyli goście, ale już do przerwy DM wyszedł na prowadzenie 3:2, a chwilę po wznowieniu gry zwiększyli przewagę do dwóch goli. Wszystkie bramki ekipy Mirka Wyszczelskiego strzelił lider klasyfikacji najskuteczniejszych snajperów, Łukasz Skwarko. Potem jednak Dziki zaczęły mozolnie odrabiać straty, aż w końcu na siedem minut przed końcem spotkania wyszli na prowadzenie, którego już nie oddali. Na pozycji wicelidera tymczasem pozostali Młodzi Perspektywiczni, którzy tej niedzieli także zdobyli swój dziewiąty punkt. Drużyna Adama Nurzyńskiego wyraźnie pokonała Zakon Bonifratrów 7:3, ale wbrew pozorom nie było to łatwe zwycięstwo. Do przerwy było tylko 2:1 i choć potem gospodarze dwa razy uciekali na dwie bramki, to Zakon za każdym razem niwelował stratę do jednego gola. Przełom przyszedł osiem minut przed końcem meczu, gdy goście nie potrafili już znaleźć riposty na kolejne bramki strzelane przez graczy w niebieskich trykotach. Ci trafili jeszcze trzy razy, zgarniając finalnie komplet punktów. Najlepszy na placu okazał się Mateusz Marczak, który skompletował hattricka oraz dołożył dwie asysty. Na najniższym stopniu podium zameldowały się tymczasem Pro OGórki, które dość gładko pokonały Old Legion 6:3. Cały mecz był generalnie wyrównanym i bardzo zaciętym widowiskiem. Kluczem do zwycięstwa była końcówka pierwszej oraz początek drugiej połowy spotkania, kiedy to zespół Mikołaja Tchorzewskiego odskoczył na 3:0, a potem mimo wielkich starań rywala, utrzymał przynajmniej dwubramkową przewagę. „OGórki” do drugiego zwycięstwa w sezonie poprowadził duet Szulgowicz – Dworakowski, który miał bezpośredni udział przy pięciu golach. Na zakończenie czwartej kolejki obejrzeliśmy derby Woli, w których po niesamowitej dramaturgii ADP Wolska Ferajna pokonała Wolę Fans 6:5. Ależ to były emocje! Pierwsza połowa całkowicie dla ADP, a wynik 4:0 do przerwy mówi sam za siebie. W drugiej odsłonie jednak rolę się odwróciły. To gracze w białych trykotach podkręcili tempo, a dokładnie duet Rafał Złotnik – Filip Woźnica, który mozolnie odrabiał straty. Niemożliwe stało się faktem. Minutę przed końcem meczu gracze WF osiągnęli remis 5:5, ale chwile potem stracili czujność i tuż przed ostatnim gwizdkiem sędziego dali sobie wbić gola na 6:5. Kawał charakteru pokazała Wolska Ferajna, która mimo fatalnej postawy w drugiej połowie w samej końcówce zachowała zimną krew i ostatecznie przechyliła szalę zwycięstwa na swoją stroną. Główne role odegrali bramkarz, Kamil Jagiełło oraz duet Mateusz Nejman – Damian Cenkalski.

04 04 5xbgs

5 Liga:

Na piątym szczeblu Zimowej Ligi Bemowskiej tempa nie zwalnia ASPN Bemowo, który wygrał czwarty mecz w sezonie i z kompletem dwunastu punktów samotnie prowadzi w tabeli. Tym razem ekipa Macieja Rataja w hitowym starciu mierzyła się z trzecim w tabeli PRE Wwa, a stawką tego meczu był nawet fotel lidera. Tymczasem ASPN-owi w tej edycji kompletnie nie robi to różnicy z kim gra, po prostu robi swoje i zgarnia kolejne punkty. Tym razem ASPN wygrał aż 9:3, a kluczem do zwycięstwa okazała się postawa duetu Adrian Rokicki – Marcin Napierski. Pierwszy z panów skompletował hattricka, drugim zaś popisał się czterema asystami. Ta porażka kosztowała Piłkarską Reaktywcję Emerytów spadek tuż za podium. Tymczasem pozycję wicelidera obroniła Mikstura, która pokonała Bemovię 5:2. Tutaj emocji było już znacznie więcej. Wprawdzie po pierwszej odsłonie goście mieli już dwie bramki przewagi, ale kilka minut po wznowieniu drużyna z Bemowa złapała kontakt i zanosiło się na wielkie emocje. Tymczasem Mistura znów szybko odskoczyła na dwie bramki, a kropkę nad „i” postawiła w ostatniej minucie meczu. Bohaterem zwycięzców został autor hattricka i jednej asysty, Patryk Zych, który tym samym umocnił się na czele klasyfikacji najlepszych asystentów piątej ligi. Tymczasem porażkę PRE wykorzystała ekipa Nie Ma Mocnych, która w meczu zamykającym tą serię bez problemów pokonała Semper Victorię 9:3. Ekipa Piotra Burdacha rozstrzygnęła te zawody praktycznie po pierwszej odsłonie, po której prowadziła już 6:1. To był bardzo dobry zespołowy występ NMM, o czym najlepiej świadczy fakt, że aż ośmiu zawodników (w tym bramkarz) zapisało się w statystykach. Po dwóch porażkach na start sezonu zwycięską passę rozpoczęli Gramy Czasami, którzy wygrali drugi mecz z rzędu, zostawiając tym razem w pokonanym polu Orły Leszka. W meczu tych dwóch bardzo doświadczonych drużyn, nie było wątpliwości kto był lepszy, a wynik 8:1 dla gospodarzy mówi sam za siebie. Znów kapitalne zawody rozegrał Paweł Staniszewski (pięć goli i asysta), który praktycznie do spółki z Krzysztofem Sobolewskim (cztery asysty) zapewnili swojej drużynie trzy punkty. GC tym samym awansowali o jedną pozycje, a do podium tracą już tylko jeden punkt. W pozostałym meczu także drugie zwycięstwo tej zimy odniosła drużyna FC Po nalewce, która pewnie pokonali Znistę 8:5. Wynik może o tym nie świadczyć, ale przewaga ekipy nieobecnego Łukasza Gaby nie podlegała żadnej dyskusji. FCPN już do przerwy prowadziło 4:1, a po osiemnastu minutach drugiej połowy nawet 7:1. Dopiero w ostatnich dziesięciu minutach Znista wzięła się do odrabiania strat, ale czasu starczyło tylko i aż na pięć goli. FC Po Nalewce do tryumfu poprowadził duet Sławomir Ogorzelski (cztery gole i asysta) – Marcin Wiktoruk (dwa gole i trzy asysty).  

04 05 iht6f

6 Liga:

Za nami wielkie emocje czwartej kolejki Szóstej Ligi Zimowej. Rozegraliśmy wszystkie pięć spotkań, po których lider, mimo straty punktów pozostał bez zmian, ale na pozostałych miejscach na podium mamy już zmiany. Na czele tabeli pozostali W1nners, ale jak już wspomnieliśmy zgubili punkty po raz pierwszy w sezonie, w hitowym starciu z FC Running Team, który zakończyło się remisem 8:8. Cóż to były za zawody! Od początku inicjatywę przejęli zawodnicy lidera, którzy po pierwszej połowie prowadzili 4:1, a po dwunastu minutach drugiej połowy – uwaga – 8:2. Wtedy jednak nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. Pewni wygranej „Zwycięzcy” stanęli, natomiast rywale rozpoczęli pogoń, która o mały włos dałaby im trzy punkty. Zabrakło jednak czasu i sił, a całe zawody po wielkiej dramaturgii zakończyły się finalnie podziałem punktów. Taki wynik sprawił, że W1nners pozostali na czele tabeli i co więcej, pozostali samotnym liderem, wyprzedzając drugą drużynę o raptem punkt i trzecich w tabeli FCRT o trzy oczka. Nowym wiceliderem zostały tymczasem Marchewki Zagłady, które w starciu o powrót na podium bez najmniejszych problemów pokonały Zespół Niespokojnych Nóg11:2. „Marchewki” stawiły się wyjściowym garniturem, który w konfrontacji z przetrzebionymi przeciwnikami okazał się nie do zatrzymania. Kapitalny występ zaliczył autor aż sześciu goli, Mateusz Gajda, który tym samym zameldował się drugim miejscu wśród najskuteczniejszych snajperów szóstej ligi. Tymczasem wychodzi na to, że Złotopolscy Warszawa kryzys z początku zimy mają już za sobą, bo w drugim kolejnym starciu urządzili sobie istny trening strzelecki, gromiąc tym razem FC Devs13:3. Kolejny świetny mecz rozegrał Illia Dehoda, autor trzech goli i czterech asyst. Nie możemy jednak przejść obojętnie obok liczb kolejnej trójki Złotopolskich: Kierlewicz – Wasil – Raczkowski, która także znacząco zapisała się w statystykach. Ekipa Bartosza Michalskiego tym samym zameldowała w połowie stawki. Nieoczekiwanie z podium spadła KP Kozia, która miała teoretycznie bardzo łatwe zadanie, bo mierzyła się z ostatnimi w tabeli Januszami Na Pikniku. Tymczasem Janusze w końcu zagrali mecz godny swoich ostatnich osiągnięć (mistrz Trzeciej Ligi Szóstek z jesieni) i odprawili z kwitkiem Kozią 4:1. Do pierwszego zwycięstwa w sezonie poprowadził ich wracający po dłuższej nieobecności lider, Dawid Molenda, który miał bezpośredni udział przy trzech z czterech goli dla zwycięzców. W pozostałym meczu emocje dosłownie sięgały zenitu. W szranki stanęli Haratacze oraz Blok Ekipa, a mecz po pięćdziesięciu minutach zakończył się remisem 2:2. Bliżej zwycięstwa była ekipa Tomka Sekity, która od dwudziestej siódmej minuty prowadziła 2:0 po dwóch trafieniach kapitana. Drużyna nieobecnego tym razem Patryka Rosłańca pokazała jednak charakter, wyszarpując rywalowi jeden punkt w samej końcówce. Zawodnikiem spotkania został bramkarz Blok Ekipy, Jan Tomaszewski, który kilkukrotnie popisywał się świetnymi interwencjami i wydatnie pomógł swojej ekipie w utrzymaniu remisu. DRUŻYNA KOLEJKI: BR: Tomaszewski (Blok Ekipa) OBR: Ryziński (FC Running Team) POM: Dehoda (Złotopolscy Warszawa), Frantisov (Haratacze) ATA: Molenda (Janusze Na Pikniku), MATEUSZ GAJDA (Marchewki Zagłady) REZERWA: Różalski (Marchewki Zagłady), Raczkowski (Złotopolscy Warszawa), Kierlewicz (Złotopolscy Warszawa), Niekało (W1nners), Bartosiewicz (Janusze Na Pikniku), Dobrowolski (Marchewki Zagłady) 7 Liga: Po czwartej kolejce są również zespoły Siódmej Ligi Zimowej. Tutaj skład podium pozostał ten sam, ale nie obyło się bez roszad. Nowym liderem został Akszon Team, który w hicie tej kolejki po wielkich emocjach pokonał KTS Chimerę 4:2 i wykorzystując potknięcie Synów Gmocha wysunął się na samotne prowadzenie w tabeli. Rozstrzygnięcie tego meczu przyszło po przerwie, gdy po remisowej pierwszej odsłonie (2:2) w drugiej skuteczniej zagrał AT, a poprowadził go do tego niezawodny Kamil Dźwilewski, autor gola i dwóch asyst. Chimera tymczasem przystępowała do tego starcia z trzeciego miejsca i mimo porażki pozostała na swoim miejscu. Jak już jesteśmy przy strefie medalowej to wspomnimy od razu o dokonaniach Synów Gmocha, którzy w konfrontacji z ostatnimi w tabeli Czupakabrami Warszawa byli pewniakami do zwycięstwa. Tymczasem „czerwona latarnia” Siódmej Ligi Zimowej stawiła się z trzema nowymi graczami, którzy odmienili jej oblicze. W pierwszej połowie obie drużyny szły łeb w łeb, a rezultat 3:3 do przerwy najlepiej to odzwierciedla. Druga połowa to już popis wspomnianej trójki Olek Yeremenko – Denis Boltus – Kacper Gabrysiak, która podzieliła się statystykami. Trzeba jednak wspomnieć, że zacięte zawody mieliśmy do trzydziestej ósmej minuty gdy utrzymywał się remis sprzed przerwy.  Końcówka należała jednak do Czupakabr, które wbiły w ostatnich dwunastu minutach cztery gole, pozwalając rywalowi na tylko jednego i zwyciężyły finalnie 7:4, sprawiając największą niespodziankę czwartej kolejki. Ta porażka kosztowała ekipę Michała Rosochowicza spadek na drugie miejsce. Tymczasem drugie zwycięstwo w sezonie odniosły Marchewki Zagłady II, które w meczu o przysłowiowe sześć punktów tyleż nieoczekiwanie co pewnie i zasłużenie pokonały FC Yelonki 8:2. Ekipa z Jelonek miała przed tym meczem sześć punktów i mogła wrócić na podium. Tymczasem to Dariusz Olszewski i spółka zagrali kapitalne zawody i to oni zdobyli swój szósty punkt, zrównując się tym samym w tabeli nie tylko z Morświnami i FCY, ale przede wszystkim z trzecią w tabeli KTS Chimerą. Ojcem zwycięstwa okazał się autor hattricka i jednego ostatniego podania, Konrad Dobrowolski.  W pozostałym niedzielnym starciu pierwsze zwycięstwa w sezonie odniosła Teraz Kolska, która dość pewnie pokonała Oldboys Derby 7:4. Kluczem do zwycięstwa okazał się początek meczu, a dokładnie pierwsze dziewięć minut po których Kolska prowadziła już 4:1, a do przerwy 5:2. Po zmianie stron gracze w żółtych trykotach kontrolowali już przebieg meczu. Na wyróżnienie zasłużył Marcin Siniarski, który popisał się hattrickiem oraz jedną asystą.

04 06 kdtde

 

Sponsor techniczny
Sponsorzy