Chemik Bemowo
2018 Pierwsza Liga Halowa
Kolejka 8
9
vs
10
Young Boys Legionowo
niedziela, 25 luty 2018 • 12:10

Skład

Chemik Bemowo Young Boys Legionowo

Wydarzenia

images/com_joomleague/database/events/soccer/i_goal.pngBramki
Artur Barwicki (1)
Michał Politowski (1)
Piotr Dzisiów (1)
Maciej Baranowski (3)
Paweł Giel (2)
Łukasz Szymański (1)
Michał Gąska (1)
Jakub Ślubowski (1)
Kuba Pawlak (1)
Bartek Kowalski (4)
Martin Koćmierowski (3)
images/com_joomleague/database/events/soccer/i_assist.pngAsysty
Piotr Grabowski II (1)
Piotr Dzisiów (2)
Paweł Giel (1)
Łukasz Szymański (1)
Sebastian Milewski (1)
Michał Gąska (1)
Jakub Ślubowski (1)
Bartek Kowalski (1)
Martin Koćmierowski (3)
images/com_joomleague/database/events/soccer/i_mvp.pngMVP
Bartek Kowalski (1)

 Podsumowanie

Absolutnie szlagierowo zapowiadał się mecz na samym szczycie tabeli, w którym doświadczony Chemik Bemowo podejmował Young Boys Legionowo. Przegrany tego spotkania praktycznie przekreślał swoje szansę na tytuł mistrzowski, więc było o co walczyć. W pierwszej części lepiej presję wytrzymywali goście. Grali to, co lubią najbardziej - ofensywny futbol z niezliczoną ilością krótkich podań, kąśliwych strzałów i efektownych zagrań. Gdy dodamy tego wysoką skuteczność a także dużą dyscyplinę taktyczną w obronie, to przewaga sześciu goli do przerwy nikogo nie mogła dziwić. Zwłaszcza że, jak zwykle, błyszczał ofensywny duet z Legionowa Martin Koćnierowski i Bartek Kowalski, wspierał ich niezmordowany Michał Gąska. Gospodarze z kolei zbyt zajęci byli przeszkadzaniem, licznymi próbami wytrąceń z równowagi rywali zamiast grą w piłkę. A żeby pokonać taki zespół jak Young Boys, to oprócz zaciętości trzeba wykazać się również walorami czysto piłkarskimi. Na szczęście dla tego widowiska Chemik przypomniał sobie o tym w drugiej odsłonie. Gdy wszyscy myśleli, że już jest po meczu, gospodarze rzucili się do odrabiania strat. Świetnie prezentował się Piotr Dzisów, harował za trzech Paweł Giel. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Po naprawdę imponującej pogoni gospodarze strzelili aż sześć bramek, dając sobie wbić tylko jednego gola. Wynik 7-8 zwiastował pasjonującą końcówkę. Wtedy do roboty wzięli się Kowal z kolegami i już po chwili odskoczyli na, mogłoby się wydawać, bezpieczną przewagę trzech bramek. I ponownie, gdy już każdy skreślał szansę na jakąkolwiek zdobycz punktową dla Chemika, ci jeszcze raz zaprezentowali godną podziwu determinację, uzyskując kolejne dwa trafienia. Na minuty przed końcem tego widowiska na tablicy wyników widniał wynik 9:10, co doprowadziło do wrzenia wszystkich kibiców i obserwatorów tego meczu. Ostatecznie jednak większą dojrzałością wykazali się piłkarze YBL, którzy utrzymali prowadzenie, dzięki czemu zanotowali ważny krok do zdobycia mistrzowskiego trofeum. Gospodarze dla odmiany mogą sobie pluć w brodę za to, że przespali pierwszą połowę i będą musieli się zadowolić walką o podium.