Podsumowanie sezonu Jesień 2018 - III liga siódemek

Na trzecim froncie ligi siódemek przy Obrońców Tobruku rywalizacja trwała do ostatniej dziesiątej kolejki, w której graliśmy zaległe mecze. To właśnie w ten weekend iKakakacji najpierw otrzymali walkowera, który zapewnił im tytuł mistrzowski, a następnie po wielkiej dramaturgii pokonali Pocisk Legionowo, inkasując w tej edycji komplet dziewięciu zwycięstw. Na drugim miejscu sensacyjnie finiszowała rewelacja rozgrywek, ekipa Orłów Leszka, która tym samym wywalczyła promocję do drugiej ligi. Natomiast na najniższym stopniu podium minioną kampanię zakończyła wspomniana już ekipa z Legionowa, która może sobie pluć w brodę, gdyż jeszcze dwie kolejki przed końcem rozgrywek była liderem. Zapraszamy na naszego cyklu, w którym tym razem na ogień bierzemy trzecioligowe zmagania w lidze siódemek.

Bezapelacyjnie zasłużony tytuł i awans do drugiej ligi zdobyła tej jesieni ekipa iKakakacji, która w przekroju całego sezonu grała najrówniej, a do tego legitymowała się najlepszym atakiem i drugą obroną ligi. Gracze rodem z półwyspu Apenińskiego od początku tej kampanii grali pewnie i zdecydowanie w ataku, co stało się ich wizytówką. Od razu w klasyfikacjach indywidualnych zaczęli dominować Davide Farris wśród strzelców oraz Omar Atzori jako czołowy asystent. Obaj gracze rozegrali w tej edycji tylko po pięć spotkań, co jednak wystarczyło pierwszemu z nich do sięgnięcia po koronę króla strzelców, natomiast drugiemu na zajęcie trzeciego miejsca wśród najlepiej asystujących trzeciej ligi. Jeżeli jesteśmy przy nagrodach indywidualnych nie możemy tutaj pominąć Giuseppe Berardone, który został uznany za najlepszego obrońcę sezonu jesiennego. Wracając do rozgrywek, to iKakakacji od pierwszej kolejki objęło przodownictwo w tabeli, pewnie wygrywając pierwsze cztery starcia. Taki stan rzeczy utrzymał się piątej kolejki, kiedy to mistrz trzeciej ligi pauzował w dwóch seriach, co przypłacił spadkiem na najniższy stopień podium. Potem jednak Włosi wrócili do gry z przytupem ogrywając kolejnych rywali, by po dziewiątej serii wrócić na pozycję lidera i zasłużenie sięgnąć po mistrzowskie trofeum. W ostatniej „dodatkowej” kolejce, w której iKakakacji grali dwa zaległe mecze rozstrzygnęło się wszystko. Dokładnie w sobotni poranek, kiedy to przyszli złoci medaliści otrzymali walkowera od Odwróć Tabelę, zapewniającego im upragnione trofeum. Dzień później grali już praktycznie o komplet zwycięstw i po wielkiej dramaturgii pokonali Pocisk Legionowo 5:3, pozbawiając rywala srebrnych krążków oraz awansu do drugiej ligi.

Możemy śmiało napisać, że obsada drugiego miejsca w tej edycji drugiej ligi bemowskich siódemek to dla nas bardzo miła niespodzianka, ale przede wszystkim duża sensacja. Otóż srebrnymi medalistami, a co za tym idzie świeżo upieczonymi drugoligowcami zostali gracze Orłów Leszka. To przede wszystkim zasługa kolektywu jaki tworzy bardzo doświadczona ekipa Pawła Przyborskiego z dyrygującym poczynaniami defensywnymi Łukaszem Żendzianem, czy rozdzielającym piłki w środku pola Szymonem Golonką (siedem asyst) na czele. Jednak nie możemy przejść obojętnie obok postawy ich prawdziwego egzekutora Krzysztofa Ziejewskiego, który w tej edycji zdobył dziewięć bramek, w tym kilka naprawdę kluczowych, będąc prawdziwą zmorą defensyw rywali. Droga po srebrne medale nie była jednak usłana różami. Orły Leszka słabo zaczęły miniony sezon. Wprawdzie na wstępie rozgrywek minimalnie ograli OT, ale potem przyszły dwie porażki (iKakakacji, Anteniarze) i tylko szóste miejsce w tabeli. Później jednak dostali walkower od Baguvixu, który dał Orłom prawdziwego kopa. Następnie włącznie ze wspomnianym walkowerem przyszło sześć kolejnych zwycięstw, wszystkie minimalne jedną bądź dwiema bramkami, które pozwoliły im cieszyć się z awansu szczebel wyżej. Kluczowe do osiągnięcia drugiego miejsca okazały się dwie kwestie: zwycięstwo w przedostatniej kolejce w konfrontacji właśnie o tą pozycję z Pociskiem 1:0 oraz porażka w ostatnim meczu sezonu ekipy z Legionowa z mistrzem.

Brązowe krążki jesiennej edycji trzeciej ligi przypadły Pociskowi Legionowo, który w tej edycji mógł, a nawet powinien osiągnąć przynajmniej drugie, premiowane awansem miejsce. Łukasz Wojnowski i spółka jeszcze przed ostatnią „zaległą” kolejką mieli szansę nawet na tytuł mistrzowski, jednak finalnie zakończyli sezon na najniższym stopniu podium. Od początku sezonu Pocisk szedł jak burza wygrywając pięć kolejnych spotkań i właśnie po piątej serii objął prowadzenie w tabeli. Wprawdzie w kolejnym meczu pauzował i stracił prowadzenie w stawce na rzecz Anteniarzy, z którymi zresztą w kolejnej grze zremisowali, tracąc pierwsze punkty, ale już po kolejnym zwycięstwie (BaguviX 3:1) wrócili na pozycje lidera. Przed nimi zostały dwa najważniejsze spotkania sezonu z odpowiednio trzecią oraz drugą drużyną w tabeli. Najpierw po horrorze przegrali z Orłami Leszka 1:0, a następnie ulegli świeżo upieczonemu już mistrzowi 5:3, wypuszczając z rąk trzybramkową przewagę(!). Tym samym Pocisk Legionowo trochę na swoje życzenie musiał się zadowolić najniższym stopniem podium, legitymując się jednak najszczelniejszą defensywą w lidze. Taki stan rzeczy wpłynął na wybór najlepszego golkipera minionej edycji, który powędrował w ręce Adama Rybczyńskiego. Jeżeli jesteśmy już przy indywidualnościach, to nie możemy nie wspomnieć o najlepszym asystencie trzeciej ligi Pawle Romatowskim, który rozgrywki zakończył z piętnastoma „ostatnimi podaniami” i to jego wybraliśmy ostatecznie najlepszym zawodnikiem na trzecim froncie. W ataku, świetnie wspierał go drugi strzelec ligi, Marcin Czech

Tuż za podium sezon Jesień 2018 zakończyli Anteniarze, którzy jednak do ostatnich chwil liczyli się w walce o medale. Ekipa Macieja Kuklewskiego wprawdzie od porażki rozpoczęła minioną kampanię, ale potem zanotowała pięć zwycięstw z rzędu i po szóstej kolejce objęła prowadzenie w tabeli. Wszystko wskazywało na to że zawodnicy z pod znaku Anteny na dobre włączą się w walkę nawet o „majstra”, tymczasem przyszedł kryzys. O ile remis w następnym meczu z zespołem z Legionowa nie zachwiał ich pozycji, to już sensacyjna porażka w przedostatniej serii z przedostatnim w tabeli Pohyblem zepchnęła ich tuż za podium. Czarę goryczy przelała jeszcze przegrana w ostatnim meczu sezonu z BaguviXem. Jak zawsze popularne „Antenki” oprócz solidnej obrony z wspomnianym kapitanem, Maćkiem Kuklewskim i Tomkiem Jagiełłą na czele dysponowali również dużym potencjałem ofensywnym (drugi atak ligi) w którym z kolei brylowali Jurek Adamuszewski, Adam Deptuch, Paweł Dąbrowski czy Bartek Adamiak. To kolejny sezon w którym Anteniarze narobili sobie smaku na medale i niestety kolejny w którym zabrakło im konsekwencji. To zespół ze sporym potencjałem, więc mamy nadzieję, że na Wiosnę w końcu uda im się go potwierdzić i skutecznie powalczą o powrót do drugiej ligi.

Piątą pozycję z czternastoma punktami zajął BaguviX, o którym można napisać, że w tej edycji pokazał dwa oblicza. Najpierw w pierwszej połowie sezonu ekipa Michała Gerymskiego wygrała tylko jeden z pięciu meczów (po dwa remisy i porażki), co jednak pozwalało jej zachować pozycję w połowie stawki. Następnie zaliczyła dwa zwycięstwa z rzędu i wydawało się, że na dobre włączy się w walkę o medale. Niestety w kolejnym starciu BaguviX musiał uznać wyższość Pocisku, ponadto inni potencjalni kandydaci do medali wygrywali swoje mecze i marzenia o podium trzeba była odłożyć na przyszły sezon. Mimo tego bardzo dobrą kampanię rozegrał Damian Metryka, który tradycyjnie był już motorem napędowym swojego zespołu i rozgrywki zakończył jako drugi zarówno strzelec jaki i asystent ligi.

W tym momencie dokładnie w połowie tabeli utworzyła nam się granica punktowa, a dokładnie przepaść, gdyż następny zespół w tabeli, KP Kozia zdobył aż siedem punktów mniej od piątej drużyny w stawce. Ekipa Koziej tego sezonu na pewno nie zaliczy do udanych, ale do pechowych już z pewnością tak. Kozia wygrała tylko dwa mecze, jeden zremisowała i aż sześć przegrała, ale... No właśnie - tylko jedna ich przegrana była zdecydowana (z Anteniarzami 9:4). Pozostałe zaś były minimalne, stąd możemy mówić o sporej dozie braku farta. Z kolei jedno z dwóch zwycięstw KPK zanotowała w ostatnim swoim meczu (4:0 z PRE), co okazało się kluczem do pozostanie w gronie trzecioligowców.  Największą bolączką ekipy w czarnych trykotach była w tej sezonie stabilizacja kadrowa. Nigdy wcześniej nie notowali podobnych kłopotów, więc zakładamy, że jeśli ten problem uda im się rozwiązać, to widzimy ich w przyszłym sezonie w czubie tabeli.

Dokładnie takim samym bilansem czterech zwycięstw, czterech porażek i jednego remisu może pochwalić się kolejna drużyna w tabeli PRE Wwa. Łukasz Kierepa i spółka również w tej edycji w wielu konfrontacjach walczyli jak równy z równym, ulegając nieznacznie. Może nie były to tak minimalne porażki jak w przypadku KPK, ale nie było tu mowy o deklasacji. Głównym celem PRE po awansie z czwartej ligi było utrzymać się na trzecim froncie i to im się udało. Najjaśniejszym punktem siódmej drużyny w tabeli był Artur Igras, który zagrał we wszystkich dziewięciu meczach, zaliczając w nich siedem goli i trzy asysty.

Na ósmym, ostatnim miejscu w tabeli gwarantującym pozostanie w lidze finiszował Pohybel, który również wywalczył siedem punktów. Zaliczył jednak dwa zwycięstwa i dwa remisy, z tym że jeden punkt stracił za oddanie walkowera. Drużyna Radosława Janeckiego w tej edycji cały czas borykała się z problemami kadrowymi, co również miało wpływ na ich postawę. Do ósmej kolejki bowiem uzbierała tylko dwa punkty i byli głównym kandydatem do spadku. Jednak w ostatnich dwóch starciach wywalczyła komplet punktów (sensacyjne 6:5 z Anteniarzami oraz walkower od OT) i zapewniła sobie utrzymanie w trzeciej lidze. Siła Pohybla był kolektyw, po to drużyna ewidentnie w przebudowie, szukająca aktualnie swojej piłkarskiej tożsamości.

Tyle szczęścia nie miał pierwszy spadkowicz z trzeciej ligi Drink Men, który sezon jesienny z sześcioma „oczkami” zakończył na dziewiątym miejscu. Ekipa Mirka Wyszczelskiego do ostatnich kolejek walczyła o pozostanie na trzecim szczeblu LB i nawet wygrała w przedostatnim meczu sezonu z OT 5:0, wskakując na siódmą pozycję. Jednak w ostatniej serii DM nie dali rady przyszłemu mistrzowi i musieli przełknąć gorycz spadku do czwartej ligi. Jak zwykle robotę z przodu robił Tomasz Sienkiewicz, a gdy tylko pojawiał się na meczach, to skuteczny był też Michał Jabłoński.  Wierzymy jednak, że szybko się podniosą i już wiosną znów wywalczą awans szczebel wyżej, bo zarówno personalia, jak zdobyte w ostatnich latach doświadczenie będą po ich stronie.

Status „czerwonej latarni” trzeciej ligi sezonu Jesień 2018 przypadł ekipie Odwróć Tabelę, która wprawdzie wygrała jeden mecz oraz jeden zremisowała, ale za oddanie trzech walkowerów została ukarana trzema ujemnymi punktami i zakończyła sezon z jednym „oczkiem” na koncie. A zatem po wygraniu wiosną czwartej ligi OT szybko wraca na ten szczebel rozgrywek. Najjaśniejszym punktem ekipy Maćka Zackiewicza był ofensywny pomocnik rodem z Ukrainy, Wiktor Polonskyi, który kilkakrotnie napsuł krwi rywalom, ale notoryczne problemy ze skompletowaniem składu nie pozwoliły im osiągnąć coś więcej. 

Wszystkim ekipom dziękujemy za kolejny sezon ciekawej i emocjonującej rywalizacji. Tym razem słowa uznania należą się przede wszystkim zwycięzcom, którzy wyraźną przewagą nad resztą stawki wywalczyli awans i pokazali, że aktualnie ich miejsce jest przynajmniej szczebel wyżej. Do zobaczenia zimą pod balonem oraz na wiosnę, już w kolejnej edycji bemowskich siódemek!

 03

Tagi: